16.03.2020 | 

Na to pytanie można łatwo odpowiedzieć: nie mieli. Należy zatem, chcąc na nie mimo to pełniej odpowiedzieć, rozszerzyć odpowiedź o analizę przyczyn “nieistnienia” muzeów protestanckich w międzywojennej Rzeczypospolitej. Najpierw pokrótce zanalizujmy stan współczesny, zanim cofniemy się w przeszłość.  Może łatwiej będzie uzyskać bardziej złożoną odpowiedź. Do dziś w Polsce nie powstało stosowne muzeum, które prócz zabytków piśmiennictwa reformacyjnego, prezentowałoby zabytki sztuki obrazowej takie jak: epitafia, obrazy sztalugowe pochodzące z ołtarzy czy empor, ambony, złotnictwo, rzeźba ołtarzowa oraz sztuka funeralna. Sztuka protestancka obejmuje także dzieła grafiki, malarstwo portretowe lub obrazy figuralne, których treść można wiązać z wizerunkami osób należących do tego wyznania (grafiki Daniela Chodowieckiego), albo należy interpretować je poprzez związki z protestanckimi fundatorami (Strobla Daniel demaskujący przed Cyrusem kłamstwo proroków Baala fundacji Dönhofów). Co istotne, dzieł związanych z szeroko pojętym protestantyzmem jest na terenie Polski tyle, że zapełniły by z pewnością olbrzymi gmach muzealny!

Pierwsze regionalne muzeum protestanckie w Polsce powstało dopiero w 1973 roku w Mikołajkach, w których na bazie zbiorów księdza pastora Pilchowskiego utworzono Muzeum Reformacji Polskiej, które gromadzi zabytki piśmiennictwa związane z protestantami na dzisiejszych Mazurach. Druga placówka muzealna utworzona została w Cieszynie w 2009 roku jako Muzeum Protestantyzmu, ale koncentrując się na gromadzeniu regionalnych zabytków piśmiennictwa z terenu Śląska Cieszyńskiego. Niektóre parafie dziś podejmują kolejne samodzielne inicjatywy wystawiennicze, jak np. parafia ewangelicko-augsburska w Katowicach, która otworzyła w nawie kościoła własne muzeum parafialne, w którym można oglądać ciekawe zdjęcia i zabytki piśmiennictwa, w tym Biblię Radziwiłłowską, zw. Brzeską z 1564 roku.

Fragment strony dedykacyjnej Biblii brzeskiej, 1563

W Europie zabytki związane z protestantyzmem eksponowane są w Genewie (Musèe International de la Reforme), w Edynburgu (John Knox House), w Wittenberdze i Eisleben (Luther Haus) czy w Nojon (Le musèe Jean Calvin). Tym samym pokazują dorobek religijny „Ojców Założycieli” i wskazują, że tak różnorodna gama zjawisk związana z reformacją i protestantyzmem europejskim jest trudna do wyeksponowania w jednym kompleksie muzealnym. Łatwiej jest przygotować międzynarodową wystawę dotyczącą jednego wyznania. Przykładem zorganizowana w Berlinie w 2009 roku wystawa Calvinismus. Die Reformierten in Deutschland und Europa, na której wyeksponowano zabytki pochodzące zarówno z Biblioteki Jana Łaskiego w Emden, jak i dzieła z Konwentu św. Katarzyny w Utrechcie oraz seria wystaw europejskich związanych z pięćsetleciem umieszczenia na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze dziewięćdziesięciu pięciu tez Marcina Lutra.

Dziedzictwo protestantyzmu w Polsce, podobnie jak w Europie też nie jest jednorodne: luteranizm, kalwinizm, arianizm, menonityzm i inne odłamy szeroko pojętego ewangelicyzmu mówią nam raczej o wielości dziedzictw. Czym innym jest pamięć o kalwińskich Litwinach, pruskich luteranach a czym innym o żuławskich menonitach.  Czym innym pamięć Polaka luteranina na Śląsku Cieszyńskim, a czym innym Polaka luteranina w Warszawie czy w Poznaniu, prócz innych pamięci Niemców, Słowaków, Mazurów czy Kaszubów. Brak spójnego dziedzictwa łączy się także z brakiem większych, jednolitych konfesyjnie terytoriów, które pozwalałyby ewangelickim mieszkańcom III Rzeczypospolitej identyfikować się szerzej niż swojska, np. cieszyńska „Mała Ojczyzna”. Jednolity konfesyjnie obszar nigdy nie powstał, ze względu na wielokonfesyjność I i II Rzeczypospolitej, w której granicach mieszkali, najogólniej identyfikując wyznania: katolicy, protestanci, żydzi i prawosławni (na terenie Prus Zachodnich włączonych do polskiego Pomorza Nadwiślańskiego do 1920 roku mieszkało blisko 500 000 ewangelików). W granicach PRL i III Rzeczypospolitej znalazły się tereny protestanckich dawnych Prus Wschodnich, Dolnego i Górnego Śląska, w których protestanci stanowili niegdyś ponad 50% ludności, ale trudno je zaliczyć do polskiego protestantyzmu (o ile takie pojęcie w ogóle powinno istnieć). Ulotność wspomnianej pamięci, „polskiej pamięci” łączy się ze współczesnymi procesami świadomego, politycznego zacierania dziedzictwa polskiego protestantyzmu, do którego należy przecież wpisać nie tylko zabytki sztuki, ale zarówno gorącego kalwinistę Mikołaja Reja, jak i zamordowanego przez hitlerowców luteranina biskupa Juliusza Bursche.

Po II wojnie światowej, w nowej, komunistycznej rzeczywistości, Kościoły protestanckie tracące setki budynków kościelnych postrzegane były jako element wrogi, nacjonalistyczny, podobnie jak Cerkiew prawosławna, której wpływy starano się ograniczyć w okresie międzywojennym, niszcząc jej bazę materialną (akcja burzenia na Kresach cerkwi w latach trzydziestych XX wieku). Silnie powiązanie nacjonalizmu Cesarstwa Niemieckiego z Kościołem ewangelicko-unijnym sprawił, że majątek parafii, potraktowany jako mienie poniemieckie i porzucone, po rozwiązaniu struktur Kościoła unijnego albo systematycznie niszczono, albo w przypadku upominania się o puste kościoły, przekazywano Kościołowi katolickiemu na świątynie tego wyznania.

Rok 2017 był świetną okazją do organizacji jednej, ogólnopolskiej wystawy związanej z pięćsetleciem Reformacji Marcina Lutra, jednak nie udało się jej (kolejny zresztą raz) zrealizować. Odbyły się za to liczne wystawy i panele dyskusyjne w Katowicach, Gdańsku, Toruniu, Wrocławiu, Bielsku-Białej, Wschowie, Słupsku, Bytowie, Olsztynie, Płocku czy Szamotułach i w Złotowie. O ile Ojczyna zachowała się nadzwyczaj ostrożnie w stosunku do dziedzictwa reformacji, odmawiając mu godnej pozycji w historii i teraźniejszości III Rzeczypospolitej, to Małe Ojczyzny zareagowały niezwykle energicznie. Ilość wyeksponowanych wtedy na lokalnych ekspozycjach dzieł sztuki bez problemu pozwoliłaby stworzyć niezwykle ciekawą i różnorodną ekspozycję, pozwalającą poznać zabytki piśmiennictwa, architektury i sztuki obrazowej, rozpoczynając od Apokalipsy w tłumaczeniu Mikołaja Reja, przez obrazy Antona Möllera do np. fotosów kościołów ewangelickich w Świdnicy, w Warszawie czy w Gdańsku. Zatem byłoby to niezwykle ciekawe Muzeum Protestantyzmu w Polsce.

Zanim przystąpimy do odpowiedzi na pytanie o nieistnienie protestanckiego muzeum w międzywojennej Polsce, odpowiedzieć należy sobie na inne pytania: dlaczego nie powstało np. muzeum (polskiego) katolicyzmu? Czy przeszkodą był tu komponent narodowościowy (kształt wyznania?), związany ze zmianami terytorialnymi i ludnościowymi Polski przed i porozbiorowej? Powojenna homogenizacja pejzażu wyznaniowego? A dlaczego współcześnie powstało Muzeum Historii Żydów Polskich? Zatem mamy Muzeum Żydów Polskich, a nie mamy Muzeum Katolików Polskich i Muzeum Protestantów Polskich. Ale czy ostatnie z tych muzeów miałoby prawidłową nazwę? Mamy protestantów polskich? Protestantów (obcych) w Polsce? Jeśli obecnie w Polsce żyje około 150 000 przedstawicieli różnych wyznań ewangelickich i ewangelicznych, w tym prócz luteran i śladowo obecnych kalwinistów także baptystów czy zielonoświątkowców, to mówienie o tworzeniu muzeum protestanckiego byłoby mówieniem o tworzeniu Muzeum Przeszłości Polskiego Protestantyzmu. Byłoby to muzeum edukacyjne, komemoratywne, uczące o polifonicznej pod względem wyznaniowym polskiej przeszłości.

Teraz spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w okresie międzywojennym nie powstało Muzeum Protestantyzmu w Polsce. Kto, gdzie i po co miałby je utworzyć? Po 1920 roku na terenie II Rzeczypospolitej działały Kościół ewangelickie, w których działało 800 000 wiernych, z czego blisko 70% stanowili etniczny Niemcy. W Kościele ewangelicko-augsburskim, aktywnym na terenie zaboru rosyjskiego, a który jako nie musiał dokonywać przekształceń strukturalnych związanych ze zmianą granic 200 000 osób stanowili Polacy. W tym czasie Kościół ewangelicko-unijny, na terenie Prus i Wielkopolski przekształcił się w Ewangelicki Kościół Unijny w Polsce, zbory z terenu Górnego Śląska utworzyły Ewangelicki Kościół Unijny na polskim Górnym Śląsku a zbory należące do dawnej Superintendentury Galicji i Bukowiny Kościoła ewangelickiego austriackiej Przedlitawii zerwały administracyjne związki z Kościołem austriackim, zakładając Kościół Ewangelicki Augsburskiego i Helweckiego Wyznania w Małopolsce. W stolicy II RP działał Warszawski Kościół ewangelicko-reformowany, w którego strukturach działali głównie Polacy i Czesi.

Powstały one w większości na bazie zinstytucjonalizowanych Kościołów powołanych do życia w XIX wieku, w których czynnik narodowy i nacjonalistyczny (opierający się na przeświadczeniu, że naród jest najwyższą wartością i jedyną formą uspołecznienia) zaczął odgrywać znaczącą, ale nie decydującą rolę. Rola ta nie wygasła nagle na terytorium II Rzeczypospolitej utworzonej po 1918 roku. Polityka wywierała ciągle istotny wpływ na rozumienie Kościoła jako ciała Chrystusa. Protestanckie Kościoły narodowe swe korzenie symbolicznie opierały na Ewangelii, ale fizycznie o granice państw świeckich. Powersalska rzeczywistość polityczna doprowadziła do migracji ewangelików-Niemców do Niemiec i Austrii i do znacznego „wyludnienia” parafii. Spadek liczby wiernych np. na Pomorzu do około 10% stanów sprzed I wojny światowej doprowadził min. do wynajmowania kościołów katolikom czy prawosławnym. Kościół ewangelicko-augsburski, związany z żywiołem polskim rozpoczął ekspansję na leżące poza zaborem obszary Rzeczypospolitej, a bp. Bursche walczył o polski kształt parafii w tych parafiach, które opanowane były przez żywioł niemiecki. A za budowę muzeum odpowiedzialny być powinien Kościół ewangelicko-augsburski.

Nasilające się problemy polityczne, gospodarcze, silne wpływy katolicyzmu na życie polityczne spowodowały, że nie myślano o budowie np. w Warszawie muzeum, które eksponowałoby… No właśnie, co? Wiek XIX znacznie ograniczył rolę sztuki we wnętrzu kościoła protestanckiego. Tworzenie muzeum musiało by więc oprzeć się o demontaż i wywózkę głównie z Województwa Pomorskiego i Wielkopolski dzieł należących do gdańskich instytucji muzealnych eksponujących dzieła związane z protestantyzmem, z kościołów nowożytnych np. Żuław obrazów emporowych i chrzcielnic. Niedostępne były zabytki z kościołów Mazur, brak było dzieł sztuki obrazowej w kalwińskiej niegdyś Litwie. Pozostawały kościoły dziewiętnastowieczne, ale tu należałoby po uzyskaniu zgody parafii i fundatorów prywatnych demontować obrazy czy witraże (uznając je za zabytki) i przekazywać ich kopie lub fundować parafiom nowe ołtarze.

Polifoniczny protestantyzm w Polsce był po 1920 roku za słaby pod różnymi względami na trwające latami tworzenie koncepcji i następnie budowę własnego muzeum i to takiego, które eksponowałoby zabytki różnych wyznań. Byłaby to ekspozycja pro-obrazowego luteranizmu, anty- obrazowego kalwinizmu i innych wyznań, którym obrazowość była już obojętna, a przynajmniej niegodna eksponowania. Protestantyzm jest bowiem religią słowa, a użycie sztuki w procesie ewangelizacji było zazwyczaj dydaktyczne i w zasadzie okazało się przejściowe. Nawet zobrazowane wątki pietystyczne, związane z osobistą pobożnością i opierające się często o jezuickie traktaty teologiczne (jak Pia desideria Hermana Hugo) nie zagościły w sztuce luterańskiej na dłużej.

Pozostawały zabytki piśmiennictwa reformacyjnego. Ale z nich trudno jest stworzyć ciekawą, stałą ekspozycję muzealną, gdzie czynnik artystyczny widoczny jest jedynie w wykonaniu opraw, stron tytułowych lub ilustracji tekstu. Międzywojenny protestantyzm polski – luteranów, kalwinistów, adwentystów, baptystów, anglikanów i np. herrnhutów skoncentrował się na ewangelizacji np. do Żydów, informacji, na utrzymywaniu spoistości własnych wyznań i na relacjach z życia parafii i Kościołów. W latach 1918-1939 ukazywało się 280 czasopism od Advent Beobachter przez Ewangelika Górnośląskiego po Zwiastuna Ewangelicznego i Żydów Chrześcijan. Niektóre z nich ukazywały się regularnie, niektóre ukazały się w kilku egzemplarzach, ale razem tworzyły przestrzeń życia intelektualnego polskiego protestantyzmu.

1939 rok niemal przekreślił wielowiekowe dziedzictwo protestantyzmu w Polsce, a zmiany ludnościowe, polityczne i wyznaniowe po 1945 roku uniemożliwiły wytyczenie jakichkolwiek dróg rozwoju w przypadku realnego zagrożenia ze strony władz komunistycznych.

Próba ostatecznego ustalenia czy pojawiła się w nich koncepcja budowy wymaga bardzo szczegółowej kwerendy i ich lektury, ale znawcy historii polskiego protestantyzmu okresu międzywojennego twierdzą, że nie znajdziemy w nich takiego projektu. Protestantyzm w Polsce pozostał polifoniczny, a wiele cennych zabytków, które przetrwały II wojnę światową można zobaczyć nie w jednym miejscu, ale w muzeach i kościołach, także w tych włączonych w granice Polski – na Dolnym Śląsku, na Pomorzu Zachodnim i na Mazurach. Jedyną szansą na przygotowanie zbiorów Muzeum Polskiego Protestantyzmu jak na razie jest organizacja jednej, ogólnopolskiej wystawy, którą przygotuje grupa wyspecjalizowanych naukowców i muzealników. Ich przygotowanie merytoryczne pokazał rok 2017.

Piotr Birecki
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu



Print Friendly, PDF & Email

Redaktor

Dodaj komentarz